-
Rose, proszę pośpiesz się! Nie chcę być spóźniona! – Zawołałam siostrę, która
jeszcze nie zdążyła się przygotować, choć miała na to aż całą godzinę.
-
Daj spokój Jo, pada deszcz, tata zawiezie nas swoją super furą! – Stwierdziła
podekscytowana, schodząc ze schodów.
-
Czy ta spódnica nie jest, aby za krótka? – Zadałam zbędne pytanie, odpowiedź
była oczywista.
-
Ha! Ani trochę, twoja za to wygląda jak by była o dwa rozmiary za duża! –
Odpowiedziała i wyszła obrażona z domu.
Nigdy
bym się nie odważyła założyć tak skąpej spódniczki. Zawsze starałam się
zakrywać większość mojego ciała. Tym razem smołowata spódnica, odrobinę
rozkloszowana sięgała do kolan, do tego biała bluzka z żabotem i długim rękawem
na końcu rozszerzanym w kształcie dzwonka. Buty również o ciemnym kolorze.
Ponieważ na dworze odrobinę było chłodnawo, przyodziałam się w brązowy
płaszczyk, lekko niepasujący do całej reszty.
Wzięłam
parasolkę i skierowałam się w stronę samochodu ojca. Rose już w nim czekała,
zajęta pisaniem smsów nie zauważyła, kiedy dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam
spokojnie, osłaniając się przed zimnymi kroplami wody.
Ciekawe,
czy będzie burza. – Pomyślałam. Nim się spostrzegłam byłam już przy szafce.
Była pusta. Przed zakończeniem opróżniłam ją dokładnie. Zostawiłam w niej
okrycie i parasol.
Zakończenie
jest na Auli, czyli pomieszczeniu gdzie odbywają się różne uroczystości.
Wszyscy
wyglądali prawie tak samo, nikt niczym się nie wyróżniał. Typowy galowy strój.
Usiadłam tam gdzie moja klasa, na ostatnim krześle, na ostatnim miejscu. Nigdy
nie miałam z nią dobrych kontaktów, ludzie rozmawiali ze mną, gdy czegoś
potrzebowali. Bezczynnie wpatrywałam się w okno, które było tuż obok, czekając
na rozpoczęcie.
-
Cześć, Jo! – Usłyszałam znajomy głos. To Tony, mój oprawca.
-
Dzień dobry – zareagowałam na powitanie.
-
Co słychać? Wyjeżdżasz gdzieś na wakacje? – Był wyjątkowo miły. Nie wiem, co
tak na niego podziałało, może ten garnitur, szczerze widziałam go w nim po raz
pierwszy.
-
Chyba zostanę w mieście, a Ty wybierasz się na jakąś wycieczkę?
-
Nie. – Przerwał, po czym dokończył – Wszyscy z mojej paczki w wakacje będą poza
naszą miejscowością. Tak samo jest z całą klasą, chyba tylko my tu zostajemy.
Mimowolnie
się uśmiechnęłam, miałam nadzieję, że Antoni go nie zobaczy jednak właśnie w
tej chwili skierował swoje spojrzenie na mnie.
-
Wyglądasz dużo sympatyczniej, gdy się uśmiechasz.
Nie
zdążyłam podziękować, ponieważ akurat zaczęła się ceremonia. Spędziliśmy ją w
ciszy. Jedynie, gdy mnie wywołali na środek bym odebrała nagrodę za ponad
przeciętną średnią, obdarzyłam go spojrzeniem i kolejnym uśmiechem, to
zawstydzające, bo bił mi brawa. Jeszcze nigdy tak się nie czułam. Może kiedyś.
Dawno temu, Tony był moim przyjacielem, zachowywał się tak jak ja, miał podobne
oceny. Dopiero w nowej szkole zmienił się całkowicie, nie do poznania.
Na
koniec, pożyczyliśmy sobie udanych wakacji. Może jeszcze się spotkamy. Byłoby
miło, gdybyśmy odnowili nasze stare więzi. Naszą przyjaźń….
Nadal
padało, jednak dla mnie to żadna przeszkoda. Szłam spokojnie w stronę, tego
wyjątkowego parku. Stanęłam na skrzyżowaniu. Nie działo się nic wyjątkowego.
Nie czułam żadnej energii, mocy. Po prostu opuszczony, bez cieniu człowieka,
najzwyklejszy park. Co mam począć, kiedy nawet modlitwy do Najwyższego nie
działają? Dlaczego tak często o tym myślę, marzę? Dlaczego tak bardzo chcę
spotkać tą Istotę?
Tkwiłam
tak, nieruchomo jeszcze kilka minut. Może pięć, może dziesięć. Kto wie?
Straciłam poczucie czasu.
Gdy
moja ostatnia nadzieja prysła, jak bańka mydlana, powoli obróciłam się tyłem.
Żegnaj…
- wyszeptałam i oddalałam się od tego miejsca. Jeszcze tylko na chwilę
zapragnęłam się obejrzeć, raz, ostatni raz. Odwróciłam głowę i ujrzałam kontur
ciała. Ta sama sytuacja, co dawniej. Ta sama siła, ten sam żywioł, ta sama
postura. Szła dojść szybko, ale była daleko ode mnie. Zawróciłam i skierowałam
się ku owej Istocie. Czekałam na nią cierpliwie. Dzieliło nas zaledwie
kilkanaście metrów. Nie zważałam na skutki i konsekwencje tego spotkania. Ważne
jest tu i teraz.
-
Boisz się mnie? – Był na tyle blisko by można stwierdzić, że jest mężczyzną, na
dodatek ma charakterystyczny głos.
-
Ja.. Ja nie wiem nawet, kim jesteś. – Dodałam z lekką pretensją i niepewnością.
Chciałam się mu przyjrzeć, ale zniknął, od tak, na zawołanie.
Nagle
poczułam dłoń na moim barku.
-
Jak to możliwe? …. – Przełknęłam ślinę – Jak to możliwe, że tak szybko?... –
Nie dokończyłam, przerwał mi niekulturalnie.
-
Boisz się mnie? – Zadał pytanie ponownie oczekując odpowiedzi. Nie widziałam
jego twarzy dokładnie. Nie widziałam oczu, jego rysów, jedynie włosy. Były
brązowe. Na czoło opadała mu trochę dłuższa grzywka.
-
Nie, nie boję się Ciebie! – Stwierdziłam stanowczo – Cze, czekałam na Ciebie! –
Trochę się jąkałam
Wtedy
ujrzałam szelmowski uśmiech, który był hipnotyzując. Mrugnęłam oczami a on znów
zniknął. Obróciłam głowę. Stał przede mną wysoki, niezwykle przystojny,
mężczyzna o ciemno brązowych włosach, wielkich, czarnych oczach. Ubrany jak
człowiek, w ogóle wyglądał jak zwykły człowiek. Skórzana kurtka, pod kolor
mokrej czupryny, białym podkoszulku i ciemnych spodniach. Grzywka lekko
zasłaniała jego prawe oko. Ale, coś wyróżniało go od zwykłych zjadaczy chleba.
Jasny, ciepły blask bił od niego i jego ślepi o barwie kruczy. Ponadczasowy,
ponadnaturalny, ponad…. Dźwiękowy.
Ponownie
obdarzył mnie swoim spojrzeniem, był blisko, bardzo blisko. Nie wiem, w jaki
sposób się przy mnie znalazł.
-
Ludzie, to takie dziwne istoty – Spoglądał na mnie z góry, otarł policzek z
jednej, perłowej łzy. Dlaczego ją uroniłam? – Zechcesz mi o nich coś powiedzieć?
Pomożesz mi WAS, poznać? – Zaakcentował, WAS. O co w tym wszystkim chodzi?
Jedyne,
co potrafiłam to kiwnąć głową na zgodę, bez opamiętania…..
***
Długo nie pisałam, ale to dlatego, ponieważ postanowiłam trochę poczytać, zwłaszcza, że pierwszy miesiąc wakacji spędziłam na leniuchowaniu. Mam nadzieję, że podoba wam się rozdział, choć chyba trochę długi. Napiszcie jakie błędy popełniłam ; )