środa, 18 lipca 2012

Rozdział I: Rain Man


Dzień zaczęłam naturalnie, rutynowo, czyli pobudka o godzinie szóstej rano. Jednak ciągle dręczy mnie jedna rzecz, a dokładniej sytuacja z wczorajszego popołudnia…
- Halo! Skarbie, mogę wejść? – Oderwał mnie, od pisania referatu o mitologii Greckiej, słodki głos, przeciągający każde słowo. To Rosalie. Druga, bardzo młoda, żona mojego ojca. Ma on z nią córkę, Rose – jest ode mnie młodsza zaledwie o rok a czuje się jak celebrytka. Ale nie o tym powinnam opowiadać!
- Proszę – zaprosiłam bez namysłu. Drzwi uchyliły się nieśmiało, lecz to tylko kamuflaż! Tak naprawdę do pokoju weszła piękna kobieta, o bordowych lokach, skórze brzoskwiniowej i szafirowych oczach.
- Oo, – zaakcentowała – Ty znowu coś robisz? – Zadała bezsensowne pytanie, szczerze mówiąc jest dość lekko duszną osobą i nie przywiązuje wagi do nauki. – Chodź z nami na zakupy! Znaczy ja, ty i Rose.
- Nie mogę, mam dużo pracy. – Odparłam, choć tak naprawdę nie mam ochoty na łażenie po sklepach.
- Eh, – westchnęła – Jak zwykle tylko szkoła, szkoła, szkoła. Jesteś jak tatuś, dla niego najważniejsza jest praca.
- Gdyby nie ona, nie miałabyś pieniędzy na różne zachcianki – Stwierdziłam pod nosem skupiając się na kartce.
- Nie to nie, kupie Ci coś. Może jakąś sukienkę, koszulkę? – Zaproponowała.
- Dziękuję, ale mam wystarczająca ilość ubrań.
Lekko oburzona wyszła, jednak nie zapomniała o typowym całusie w policzek. Może jest trochę denerwująca, ale stara się jak może. To prawdopodobnie moja wina, że nie potrafimy dojść do porozumienia.
W mojej głowie roiło się tysiące myśli, były na tyle uparte, że nie mogłam ich wyrzucić ze swojej czaszki. Sumienie dawało się we znaki. Potraktowałam ją za chłodno, biedna, zrobiłam jej niesamowitą przykrość! Gdy tylko będzie miała czas przeproszę ją!
Na zegarze wybiła siódma trzydzieści. Powoli, jednak pełna energii ruszyłam ku pojazdowi. Pewnie dziś spotka mnie niejedno nieszczęście.
Czas w autobusie nic się nie zmienił. Takie same docinki, rzucanie papierkami. Stopniowo zaczyna mnie to nudzić. Jednak wytrwałam całą trasę do szkoły by przy samej szafce spotkać jednego z moich oprawców.
- Zrobiłaś? – Spytał niecierpliwie Tony.
- Tak – odpowiadając podałam mu dwie teczki – W czerwonej jest pisane ręcznie, a w zielonej drukowane.
- No! Dobra robota! Tego można się było spodziewać po kujonie twojego pokroju. Jaką będziesz miała średnią, co? – Oparł się o ścianę, żując gumę.
- Chyba, 5.6 – Stwierdziłam niepewnie, ale nie z powodu oceny. Po prostu czasem się go boje.
- Widzę, że jest lepiej niż było na półrocze. – Stwierdził nonszalancko - Dobra spadamy!
Zgarnął swoich znajomych jednym machnięciem ramienia i odszedł nie obracając się. Do ostatniej chwili miałam nadzieję, że podziękuje, jednak tak się nie stało. Mimo iż wygląda na nieposłusznego, głęboko, głęboko w sercu jest dobry….
Lekcje minęły dość szybko, jednak w damskiej toalecie spotkała mnie nieprzyjemna sytuacja…
- Hej, Jo! – Zagadała dziewczyna o czarnych lokach. To Sydney, przewodnicząca drużyny cheerleaderek. – Jak tam rozmowa z moim chłopakiem? – W jej głosie był sarkazm
- Nie wiem, o co Ci chodzi, przepraszam. – Chciałam uciąć rozmowę.
- Nie pamiętasz?! – Zirytowana przyparła mnie do ściany. Próbowałam zachować stoicki spokój, jednak emocje wzięły górę. – Słuchaj, jeszcze raz zobaczę Cię z Tonym, pożałujesz.
- Dawałam mu tylko notatki, prosił mnie o pomoc. Ma problemy z nauką, nie mogłam przejść obok niego obojętnie! – Wyraziłam własne zdanie mimo głosu sprzeciwu w mojej głowie.
- Ohh, cóż za dobroduszna dziewczynka. – Podparła dwoma palcami mój podbródek – Szkoda, żeby takiej osobie coś się stało. – Wzdrygnęłam się na jej dotyk. Ręce miała zimne i kościste, ale nadal opalone, na paznokciach nie dało się nie zauważyć jaskrawego lakieru. Próba wyrwania się nie była daremna, lekko odepchnęłam dziewczynę by nie upadła.
- Co ty robisz? – Wymusiła na mnie odpowiedź jedna z jej koleżanek, nim się spostrzegłam dwie inne zajęły się moimi rzeczami. Wszystkie wylądowały w toalecie bądź umywalkach.
- Jeszcze raz zobaczę Cię z nim, a nie będę się hamować! Zrozumiałaś?! – Groziła.
Potwierdziłam, mimo iż nie miałam zamiaru…
W końcu dręczycielki odeszły pełne dumy i radości. Ja pozostałam upokorzona, na środku kafelkowej posadzki trzymając w ręku ostatnią książkę, którą udało mi się uratować. Lektura wypożyczona z biblioteki, Mitologia Grecka. Na szczęście była w stanie idealnym, czyli takim, jakim pożyczałam….
Pozbierałam manatki i spakowałam, niestety większość mokrych, do plecaka. Na podwórku już nikogo nie było. Z resztą nic dziwnego, niebo przybrało koloru kruczoczarnego mieszanego z granatowym. Zapowiadała się wielka zawierucha i burza. Nie zważając na pogodę udałam się do parku. Przysiadłam na ławce w odcieniach zboża, rozpuściłam kasztanowe włosy z długiego warkocza i rozczesując je palcami pogrążyłam się we własnych myślach. Powietrze pełne ozonu, dawało uczucie dużo świeższego i zimnego. Deszcz spadł niespodziewanie. Krople były ogromne, wiatr walczył z gęstym koronami drzew. Cień spowil całe miasto, jedynie horyzont rozświetlały srebrne błyskawice a ciszę zagłuszał odgłos grzmotów. Dało się wyczuć niesamowitą energię tego miejsca. Ale nie taką zwykłą, ktoś lub coś czekało w ciemnościach.
Zmrużyłam oczy, moim ślepią ukazał się zarys sylwetki. Człowiek? Jego moc była niesamowicie przytłaczająca. Instynkt kazał mi stamtąd uciekać, ale ciekawość jest chyba nie do pokonania. Osoba zbliżała się nieubłaganie szybko, jednak dystans między nami był spory. To nie mogła być istota ludzka! Nie z tą intensywną siłą duchową!
W ostatniej chwili moje mięśnie same zadziałały. Jak maszyna, spięły się i przygotowały do odwrotu. Chciałam poznać tą hipnotyzującą jednostkę, widocznie odstającą od całego społeczeństwa. Musiałam się ruszyć nim doznam wstrząsu, wtedy moje całe ciało zostanie sparaliżowane. Figura przesuwała się w moim kierunku. Umysł oczyścił się z wątpliwości i wziął sprawy w swoje ręce. Nie panując nad sobą uciekłam w pośpiechu, krocząc po kałużach nie zważając na zimną wodę…
W końcu dotarłam do mojego azylu – domu.

To Be Continued...
***
To I rozdział mojego opowiadania ; ) Nosi tytuł "Rain Man" Jeśli chcecie się dowiedzieć dlaczego, czekajcie cierpliwie na następny rozdział :)
Będę wdzięczna za wytknięcie błędów, jeżeli takowe znajdziecie ;)

7 komentarzy:

  1. Boski blog. Bardzo podoba mi się twoje opowiadanie. Osobiście nie potrafiłabym napisać czegoś tak długiego i tak porządnego. Jeśli chodzi o błędy, to ich nie znalazłam, życzę powodzenia w dalszym prowadzeniu bloga !

    OdpowiedzUsuń
  2. Błędów jak zwykle nie zauważyłam : D. Tak jak mówiłam wcześniej uwielbiam to jak ślicznie ubierasz myśli w słowa. Szkoda, że tak nie potrafię. Czekam z niecierpliwością! Pozdrawiam!
    piece-of-heart2.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Z niecierpliwoscią czekam na następny rozdział. Bardzo mi się spodobało pierwsze opowiadanie. :3
    Amaizing-story.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem co się dzieje, ale gdy czytałam otoczyła mnie wręcz 'magia' i nie mogłam się oderwać. Bardzo podoba mi się obraz głównej bohaterki i Tony'ego (chociaż Tony kojarzy mi się z postacią z jakiegoś serialu, tylko tam Tony wiecznie miał w buzi lizaka :P) Czeeekam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jej, to jest nie do opisania!. Bardzo miło się czyta. Potrafisz czytelnika wprowadzić tak jakby do tego świata co opisujesz. :). Bardzo mi się podoba!. Czekam na więcej. :)
    http://invincible-dagger.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. :) fajnie piszesz, Ewa. Chyba jednak nie muszę czekać na zakończenie żeby ocenić obiektywnie - opowiadanie na pewno będzie ciekawe, a koniec zupeŁnie nieprzewidywalny i o to tu chodzi. Nie muszę prosić o informowanie na temat następnych rozdziaŁów, trafię tu znowu z powrotem.

    OdpowiedzUsuń
  7. co tu mogę powiedzieć bradzo ciekawy rozdział ...:):)

    OdpowiedzUsuń