Dziś jest niedziela, jutro
zaczyna się ostatni tydzień szkoły. Koniec roku, to smutne a zarazem wesołe
wydarzenie. Lubię się uczyć. Nie posiadam żadnego talentu. Nie umiem śpiewać,
rysować, tańczyć. Nauka, to jedyna rzecz, która naprawdę mi wychodzi.
Wstałam,
ranek był rześki i ciepły. Pierwsze promyki słońca dobijały się przez okna by
zagościć w mych skromnych progach. Pogoda zapowiadała się świetnie, jednak nie
ucieszyło mnie to zbytnio. Gdyby tylko zaczęło padać, to tak wiele? Proszę
jedynie o burze, chociaż na chwilę. Chcę spotkać tą Istotę!
Ubrałam
się jak zwykle, nienagannie. Czarna spódnica do kolan, biała bluzka i czarne
buty z płaską podeszwą zdobiły moje ciało. Wychodząc z domu, obrałam kierunek w stronę kościoła*.
Jeśli można go tak nazwać. To po prostu mały budyneczek z kamienną wieżą, w
której chowa się dzwon z mosiądzu.
Wyglądał, zwykle, niewyszukanie, nieśmiało.
Jednak posiada dozę tajemniczości. To tu, ludzie przynoszą swój smutek, żal,
wściekłość, ale i radość, miłość, i wszystko, co tylko leży im na sercu.
Przychodzą do niego, by wyznać swoje grzechy, przeprosić Boga za każdy upadek
duszy, by prosić o siłę. A ja, jestem tu, bo chcę. Zawsze staram się być
dobra, żyć według zasad ustalonych przez Niego, Ojca wszystkich na ziemi. On
nigdy mnie nie zawiódł, zawsze wysłuchał, może nie rozpieszcza zbytnio swoich
dzieci, może nie daje nam tak wielu znaków, ile byśmy chcieli. Wystarczy
jedynie, że uwierzymy. A dalej jakoś się potoczy. Pokieruje nas i wyciągnie
pomocną dłoń, gdy będziemy szczerze tego potrzebowali. Cierpliwość, to podstawa
każdej z wiar.
Klęknęłam
i złożyłam dłonie do modlitwy. Prowadziłam ją w myślach, delikatnie i
starannie, nie zapominając o podziękowaniach, błaganiach o wybaczenie i prośbach…
Boże, może to zbyt wiele, ale zwracam się do
Ciebie z prośbą. Daj mi jeszcze jedną szansę, jeśli uważasz to za stosowne.
Pozwól mi, spotkać ponownie tą zagubioną Postać, pozwól mi poznać ją. Amen.
Uczyniłam
znak Krzyża i uniosłam wzrok ku ołtarzowi. Pozłacane ramki zdobiły i dodawały
blasku temu miejscu. W środku nie dało się nie zauważyć pięknego obrazu Matki
Boskiej wraz z małym Jezusem. Po bokach, aniołki i archanioły grały na harfach
i trąbkach.
To
pewnie z radości. – Stwierdziłam w myślach skupiając się na wnętrzu budowli.
Ławki barwiły się na ciemno, obite po części w czerwony materiał.
Podniosłam
się z siedzenia i zmierzałam do wyjścia, jeszcze tylko na chwilę odwróciłam głowę i wyszeptałam….
-
Proszę…
Szybko
znalazłam się w TYM parku. Nogi same mnie poniosły, mimo małego sprzeciwu
rozsądku.
Drzewa
były w pełni rozkwitu, rosły spokojnie, drzewa nie mają zmartwień, choć czują
to, co dzieje się dokoła. Wiedzą, czym jest słońce, spaliny, wiedzą jak
przeżyć. Nie proszą się o wycinanie, nie chcą by ktoś zanieczyszczał powietrze.
Pragną dawać nam tlen, żeby ludzie, czyli my wszyscy mogli w miarę normalnie
egzystować. Dają nam tyle a i tak, w każdym przypadku je krzywdzimy, jak całą
przyrodę. Niestety, ona nie ma zdania. Nie może walczyć o swoje prawa. Owszem, niekiedy
daje nam popalić. Ale taka już jest, jak kobieta – zmienna. Czasem szczęśliwa,
czasem smutna, nieraz w rozpaczy. Była, jest i będzie. Jeśli zginie ona, i nas
zabraknie. Takimi prawami się rządzi.
Pragnąc
chwili odpoczynku zatrzymałam się i spoczęłam na miękkiej i zielonej trawie. Wokół
mnie rosły kwiaty różnej maści, a na nich sielankowo harcowały pszczoły i bąki.
Aż nieprawdopodobne, że dwa dni temu działa się tu taka niesamowita i ponad naturalna rzecz. Teraz, przestrzeń promieniała szczęściem i harmonią.
Dzieci biegały po podłożu, nastolatki spędzały czas w towarzystwie, niektórzy,
bardziej odosobnieni czytali książki w cieniu koron roślin, starsi ludzie
wybrali się pewnie na spacer.
Rzuciłam
okiem na kierunek, z którego szedł osobnik. W tym momencie, przez głowę
przeleciała mi jedna myśl.
Przecież tu jest skrzyżowanie dróg!
Dla
was ta informacja jest niezrozumiała. Ale to wielka wskazówka dla każdego mola
książkowego! W wielu lekturach i legendach znajdowała wzmianka o
skrzyżowaniach dróg, które ułatwiają podróż między światami lub wymiarami.
Pogrążyłam się we własnych myślach, nie zważając na czas, rozprawiałam nad
wszystkimi możliwościami.
W
końcu, z mojej zadumy wyrwał mnie śpiew ptaków. Był wspaniały, brzmiał
szlachetnie z pełną gracją i dumą. Nie wiedziałam skąd dobiega. Pragnęłam go
słuchać bez namysłu. Te terytorium coraz bardziej nabierało magii, z każdym
dniem wydawało mi się coraz bardziej odstające od reszty świata, mimo iż
kręciło się tu pełno ludzi. W pośpiechu szli dróżkami, nie potrafiąc się
zatrzymać, chociaż na minutę i podziwiać tego pięknego zakątka. Nie wiedzą, co
tracą, zagubili się i nie mogą dostrzec prawdziwego piękna. Oczywiście, wygląd,
niektórych osób jest również piękny. To dość dziwne określenie….
Wszyscy
tak bardzo pragną być idealni, zapominają o innych, o wnętrzu, o sobie. Dążą do
perfekcji. Robią bolesne operacie, łamią lub wycinają kości, wstrzykuj
różne substancję, krzywdzą własne ciało. Jeśli daje mi to szczęście, nie mam nic przeciwko. Ale niech
te zmiany nie przyniosą tragedii…
Uniosłam
swoje ciało, które sprawiało wrażenie ociężałego. Snułam je wzdłuż ścieżki,
stopniowo robiła się coraz węższa by na skraju zamienić się w zwykły szary
chodnik. Już nie oplatała go trawa, nie zdobił koloryt różnorakich roślin. Ciągnął się wraz z ulicą. Nic niezwykłego, nic nieprzyciągającego uwagi….
***
*-
napisałam kościół z małej ponieważ mam na myśli budynek ;)
Jestem szczęśliwa, że mój blog ma już tyle wyświetleń. Po prostu: SUPER : DD Cieszę się, że komuś przypadł do gustu. Mam nadzieję, że Wam się nie znudzi i rozdział, również, się Wam podoba :)
Rozdział jak zwykle piękny. Aż zabrakło mi słów. Na prawdę cieszę się, że założyłaś tego bloga. Nigdy nie spotkałam jeszcze osoby, która pisałaby tak rewelacyjnie jak ty. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
piece-of-heart2.bloog.pl
Czytałam z przyjemnością i uśmiechem na ustach. Rozdział jest piękny, jeśli tak go mogę określić ;)
OdpowiedzUsuńChyba na samym końcu miaŁaś zamiar napisać: "nic przyciągającego uwagę..."
OdpowiedzUsuńAle to taki drobiazg. I tak piszesz świetnie, a wątek tej postaci za którą tęskni się w parku jest bardzo tajemniczy, nieco fantastyczny, może związany z jakimś tajnym stowarzyszeniem. Nie wiem jeszcze, czego się po tym deszczowym panu spodziewać, ale na pewno będzie ciekawie.
czytam bo jest interesujący i bardzo ciekawy ...widać że masz talent do pisania blogów :):)
OdpowiedzUsuń